Zacznij od sytuacji, którą znasz. Pod każdą są narzędzia, które się nią zajmują.
Sprawdzasz przed zapłatą. Po złożeniu zamówienia dostajesz odnośnik do pobrania razem z proformą. Okres próbny rusza sam przy instalacji i trwa 14 dni. Licencję opłacasz dopiero po nim.
Dziś: czytasz całość, notujesz uwagi, przepisujesz je do maila albo nanosisz ręcznie.
Ta sama sprawa daje się rozłożyć na trzy sposoby: analiza w panelu Worda z uwagami i gotowym brzmieniem klauzul, przygotowanie bezpiecznej kopii bez danych stron albo omówienie dokumentu w rozmowie z modelem, ze sprawdzeniem przepisów u źródła.
Dziś: cofasz ręcznie, a w pliku zostaje skreślenie, chmurka albo rozsypana numeracja.
Przyjęta zmiana wchodzi jako zmiana śledzona podpisana Twoim nazwiskiem, a cofnięcie odrzuca rewizje, żeby nie został po nich ślad. Cudze zmiany i komentarze zostają nietknięte.
Dziś: albo wklejasz wszystko i liczysz, że nic się nie stanie, albo zamazujesz nazwiska ręcznie.
Silnik podmienia dane na oznaczenia na Twoim komputerze, zanim cokolwiek wyjdzie na zewnątrz. Ten sam mechanizm pracuje w trzech miejscach: w Wordzie przed wysłaniem treści, jako osobny dodatek do bezpiecznej kopii i przy przygotowaniu dokumentu do rozmowy z modelem.
Dziś: każdy plik maskujesz osobno i okazuje się, że ta sama spółka ma inne oznaczenie w umowie, a inne w aneksie.
Pliki jednej sprawy dostają oznaczenia spójne w obrębie zestawu, a skany bez warstwy tekstowej rozpoznawane są na Twoim komputerze — obraz strony nie wychodzi nigdzie.
Dziś: albo sprawdzasz każde powołanie ręcznie, albo nie sprawdzasz — i ryzykujesz podpisem.
Narzędzie sięga po treść przepisu i orzeczenia zamiast odtwarzać ją z pamięci modelu, z brzmieniem na wskazany dzień. Weryfikacja cytowania jest osobną czynnością: sprawdza, czy przywołany wyrok istnieje i czy cytat odpowiada źródłu.
Dziś: dowiadujesz się z newslettera albo od drugiej strony.
Wskazujesz, co obserwować. Program pilnuje druków sejmowych i aktów ogłoszonych i mówi, że coś się ruszyło. Lista obserwowanych pozycji zostaje na Twoim komputerze.
Dziś: zapisujesz kopię, usuwasz nazwiska i masz nadzieję, że nic nie zostało w komentarzach ani we właściwościach pliku.
Powstaje bezpieczna kopia, a oryginał zostaje bez zmian. Do listy rozpoznanych danych dopisujesz własne reguły: co ukrywać zawsze, czego nie ukrywać nigdy. Reguły zapisujesz dla klienta albo dla całej kancelarii.
Dziś: przepisujesz numery faktur, daty, kwoty i numery rejestrowe do formularza, a potem sprawdzasz wszystko drugi raz.
Program odczytuje faktury i dokumenty sprawy, sprawdza strony w rejestrach i liczy wartość przedmiotu sporu, opłatę, odsetki oraz rekompensaty. Wysyłka do e-Sądu jest osobnym, świadomym krokiem.
Chcesz zobaczyć, jak to wygląda na ekranie? Zrzuty z uruchomionych programów — panel w Wordzie przy pracy na umowie, podgląd wersji z oznaczeniami przed wysłaniem, kafelki z proponowanym brzmieniem klauzul, okno pseudonimizacji i monitoring legislacji — są na kartach poszczególnych programów. Żaden nie jest makietą, a dokumenty na obrazkach są wymyślone na potrzeby ilustracji.